poniedziałek, 10 grudnia 2012

[93] Veni, vidi, vici

Bywałam w wielkim świecie ostatnio. Szlajałam się po starych, już-nie-moich kątach. Trochę bałam się tego, ale chyba wyszłam obronną ręką.
Tak więc zakończyłam wariacki etap, kiedy to zniknął był tydzień z życiorysu, szaleńcze siedzenie po nocach, babranie w litrach farb, lakierów i metrach papieru ściernego, o hektolitrach wody zużytej do mycia pędzli nie wspomnę, ani też o milionach pomysłów, które mą głowę zasiedliły, a które ujście mieć będą i realizację w czasie przyszłym, poczynając, myślę, od jutra. Tyle że w tempie spokojniejszym i bez nerwowego spoglądania na uciekające z kalendarza dni.
Uczestniczyłam byłam w festiwalu rękodzieła.
Załamałam się jakością tegoż.
Przepraszam wszystkie rękodzielniczki w tym momencie, gdyż wyleję wiadro wody (dobrze, że nie pomyj) na jakość rzeczonego rękodzieła, z lubością prezentowanego w takim miejscu jak Międzynarodowe Targi Poznańskie.
Niedoróby, brak dbałości o wykonanie i szczegóły, pobieżność i kosmiczne ceny.
Najbardziej załamał mnie widok i dotyk (gdyż macałam wszystko namiętnie na wszystkich stoiskach) przedmiotów ozdobionych metodą decoupage (żeby porównać), gdzie nikt się nie martwił o to, żeby przedmiot był gładki, pomalowany i polakierowany wszędzie, a nie tylko na deklu, żeby serwetka lub papier był równo i gładko przyklejony. Może jestem przewrażliwiona, ale kiedy widzę kicz, coś co wykonane jest na szybcika i na odwal się, klei się jeszcze i zwyczajnie jest brzydko wykonane, nóż mi się otwiera w kieszeni, bo potem tłumy ludzi właśnie to uważają za rękodzieło.
Boli.
Bolą godziny spędzone na lakierowaniu, polerowaniu, dbałości o każdy szczegół i troska o dobór materiałów.
Nic to.
Może się nie znam. Ale z całym szacunkiem dla kupującego i dla siebie samej, nie puszczę w świat czegoś, czego powinnam się wstydzić.
Tyle narzekania.
Trzy dni na targach. Kilka fajnych spotkań. Jestem ciekawa wrażeń z drugiej strony :)

Sam Poznań...
Obce  mi już miasto. Przykro, że po 20 latach jedynie je kocham, ale nie czuję zupełnie jego rytmu.
Poczułam się źle w miejscach, które były moim domem. Ogromny żal.
I smutek. Posiedział ze mną na oknie, potem sobie poszedł. Dławiły mnie łzy, którym nie pozwoliłam się wypłakać. Nic nie jest ich warte.
Jednak serce znów mi pękło na pół.

Na dziś:
Evanescence - Bring me to life




64 komentarze:

  1. Taaak... I ja swojego czasu naoglądałam się chałtury... Uwielbiam staranne wykonania, dopieszczone przedmioty - bo przez nie przemawia zaangażowanie i serce tego, kto je wykonywał. Takie przedmioty mówią własnym językiem i... mają dużo do powiedzenia. Wstyd byłoby mi wystawić na pokaz coś, co jest zrobione na chybcika, żeby nie powiedzieć brzydko... na odpier...

    I ja znam miejsca,które... już nie są moje.
    Żal.

    Piosenka... Ciągle lubię jej słuchać.
    Buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówi moja kumpela: pierdolone detalistki z nas...
      :*

      Usuń
    2. Przyjmuję to jako komplement :)))

      Usuń
  2. Rozumiem Cię, Natt, jak cholera albo i sto choler. Też nie lubię odwalania chały, przynajmniej w dziedzinach, które uważam za ważne. Nigdy nie będę perfekcjonistką w jeżdżeniu na szmacie, przesadzaniu kwiatków i innych kurzych zajęciach, ale tam, gdzie istnieje pole do wyżycia się twórczego, niedoróbek nie toleruję - a już najmniej u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie. Jeżeli kładę 10 warstw lakieru, żeby było gładziutkie, to szlag mnie trafia jak dotykam coś, co tylko z daleka jest ładne. Z bliska jest niewykończone, a lakier widziało na obrazku chyba. Nie znoszę u siebie niedoróbek. Nie znoszę i brzydzę się czymś takim. Wstyd by mi było pokazać światu jakiś szajs. Wiadomo, może się komuś nie podobać wzór, ale wykonanie ma być perfekt.

      Usuń
  3. I jeszcze...
    Równie doskonale rozumiem sentymenty, które w Tobie odżyły, związane z powrotem do rodzinnego miasta. Też tak mam, to chyba naturalne - człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak mocno związany jest ze swoją małą ojczyzną.

    OdpowiedzUsuń
  4. W pełni podzielam Twoją opinię. Szkoda,że takich jak Ty jest coraz mniej. W dzisiejszych czasach stawiamy na ilość, nie na jakość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie. Ilość, a nie jakość. A potem się dziwimy, że zalewa nas szajs, a zazdrościmy tym, którzy docenić umieją rękodzieło. I dziwimy się, że za serwetkę szydełkową Niemcy potrafią zapłacić grubą kasę. Ale oni doceniają to, że ktoś siedział i dłubał. Ech.....

      Usuń
  5. hmmm Poznań odkryłam niedawno, i chociaż daleki, to z pewnych względów stał mi się bliski;-), co do chałtury.. dlatego nigdy nic nie kupuje na targach, kiermaszach itd.. jak chce paproły sama sobie zrobię;-) ps. a ja nadal nie wiem gdzie Ty obecnie stacjonujesz;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to poczytaj komentarze pod postem o tym skąd jesteście :P
      Tam napisałam:)

      Usuń
    2. A co do kupowania na targach, kiermaszach...Tam chodzi przede wszystkim o łatwą kasę. Kupić tanio, sprzedać drożej, nieważne, że gówno w złotku.
      Albo odwalić kicz i go opchnąć, a potem się cieszyć, że ktoś zapłacił za ohydę.

      Usuń
    3. a poczytam, bo jak widać na oczy mi się rzuciło, albo ma wzrok wybiórczy;-) ps. a kiermasze ogólnie to ładnie wyglądają.... z daleka;-) jedna wielka, wielobarwna, świecąca masa;-)

      Usuń
    4. Ano. Dzieciaki uwielbiają. Ale to był FESTIWAL RĘKODZIEŁA! Nie kiermasz. Nie odpustowy jarmark. To najbardziej boli. Że na palcach rąk mogłabym wyliczyć prawdziwe dzieła, a przynajmniej dobre, rzemieślnicze wyroby...Ech..

      Usuń
    5. znalazłam;-) i już wiem skąd Ty, dojrzałam;-)

      Usuń
  6. Niestety sami jesteśmy sobie winni. Wszystko wokół zalewa nas falą bylejakości, byle szybciej, byle taniej w kosztach i z wysoką marżą, byle znaleźć frajera jednego, pięciu, stu... Tylko nieliczni wrażliwi doceniają artyzm, duszę i serce włożone w muzykę, rękodzieło, obraz, rzeźbę, jedzenie !!!!!!! Można być muzykiem i muzykantem, twórcą ludowym albo twórcą chujowym jak mawiają u nas w górach, no i tak to się toczy. A odbiorca karmiony sieczką łyka wszystko jak pelikan i płaci jak za zboże...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko dziwi mnie fakt, że ludzie, którzy mieli okazję dotknąć i obejrzeć nasze produkty, szli obok gdzie "produkty" były chujowe (sam zacząłeś :)) i brali tamto, bo taniej.

      Usuń
  7. mam tak jak Ty, jeśli już coś robię to nie wypuszczam niedoróbek, obojętnie czy jest to prezent czy "za kasę".... powrót na stare miejsca nie zawsze bywa miły... ale blogowe spotkanie się chyba udało?... a muza świetna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co puszczamy w świat świadczy o nas. Jak można puścić z uśmiechem na ustach takie gówna, które na pierwszy rzut oka, nawet dla kogoś kto się nie zna są źle wykonane? Nie wyobrażam sobie takiej swojej wizytówki. I choć brakuje mi pewnie do miszczów, to mam jako takie rozeznanie w tym i byłoby mi wstyd zwyczajnie..
      Powroty czasem bolą.
      A muzę kocham :)

      Usuń
    2. A spotkanie się udało. Nawet nie jedno!

      Usuń
  8. Byłam w Poznaniu raz... i bardzo ale to bardzo polubiłam to miasto:)


    ps. Tak właśnie podejrzewałam. Jesteś perfekcjonistką. Natti ja Cię błagam:) Pokaż swoje cuda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej przekleństwo niż zaleta..niestety..
      Poznań kocham niezmiennie, ale jakoś zabolało....

      Usuń
    2. Wiesz Natti:) Ja myślę,że i jedno i drugie:)daje w kość ale i w jakość:)

      To co pokażesz coś ze swoich wyrobów ? Ja dopiero poznaję deco, ale coś mi się wydaje ,że Ty już jesteś miszczyni i wiele bym zyskała ucząc się od Ciebie:)

      Usuń
    3. Kilka zdjęć jest u Miśki na blogu.
      Do miszczyni jeszcze mi daleko. Ale chętnie coś podpowiem, jeśli będziesz miała pytania :)

      Usuń
    4. Dzięki Natti:)A deco_racje prezentowane u Misi śliczne:)I faktycznie dopracowane w każdym szczególe..wycacane:)

      Usuń
  9. Ze mnie tez jest taka detalistka. Istne przekleństwo, masz rację. Nie znoszę roboty na "masz i odwal się". Oglądałam twoje prace u Miśki i jestem pod wrażeniem.I moje miasto już jakby nie moje.Mury są a tamtego klimatu już ma.A link świetny, właśnie słucham. Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie moje. Część wspólniczki :)

      Usuń
  10. Z tym rękodziełem to się zgodzę z większością przedmówców. Sam osobiście zdolności w tym kierunku nie mam żadnych, aczkolwiek w rodzinie to owszem parę osób się udziela na tym polu (matka robi patchworki, a córa biżuterię). Z tego co widzę to naprawdę jest tak, że niewiele osób jest w stanie zapłacić za coś porządnie zrobionego nie zdając sobie sprawy z nakładów czasowych i finansowych na wykonanie owego przedmiotu. Bo jeśli patchwork matka robi około trzech tygodni dopasowując go pod konkretne zamówienie kolorystycznie, materiałowo, projektując indywidualne niepowtarzalne wzory złożone z wielu drobnych elementów. To tak naprawdę zwykłego nabywcę to nie interesuje, nie zapłaci za trzy tygodnie czyjejś ciężkiej pracy 750 zł, bo "przecież to tylko narzuta". Tak zwany "klient" szuka wyrobu taniego "rzemieślniczopodobnego". Niewielu interesuje jakość materiałów, unikalność, jakość wykonania, trwałość. Ot po prostu zwykła konsumpcja, jak w McDonaldzie. Więc rynek zalewany jest tymi produktami o których mówisz. Żadna galeria, sklep, nikt nie weźmie od takiego rzemieślnika czegoś, co jest bardzo dobrze wykonane, bo cena końcowa dla klienta byłaby astronomiczna. Pozostaje wybór albo robisz coś dobrze i sama szukasz zbytu u znajomych, we własnym otoczeniu, albo schodzisz z jakości i idziesz w ilość i sprzedaż pośrednikom. A nie każdy może sobie pozwolić na luksus hobbystycznego podejścia do tematu. Zaznaczę tylko, że uważam iż na takie targi to faktycznie powinno być to wykonane mimo wszystko perfekcyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak z pracą w domu. Przecież pranie, sprzątanie i gotowanie to nie praca.
      Tak samo z rękodziełem. Przecież robisz co lubisz. Ale nikt właśnie nie liczy czasu, i nakładu. Tego, że trzeba się nauczyć, pomyśleć, zaprojektować, a potem wykonać. Przykre to.
      A targi, jako wystawa, bo to głównie jest ideą tego wydarzenia, stały się częściowo jarmarkiem. Niestety.

      Usuń
  11. Rękodzieło to synonim dbałości a nawet pedanterii. Razem z Tobą krytykuję coś zupełnie odwrotnego:P
    Miasto to ludzie, więc może..Ty się zmieniłaś a nie Poznań hm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że rękodzieło to...w mniemaniu niektórych odwalanie chałtury, byle coś zrobić i sprzedać.
      Może się zmieniłam...Na razie układam wszystko w głowie:)

      Usuń
  12. Powiem Ci, że kiedy ja spotykam się z niedoróbami w moim zawodzie, to z jednej strony mi wstyd, bo psują tacy opinię mojej grupie zawodowej.
    Z drugiej strony jednak zawsze sobie mówię, że to dobrze dla mnie, bo moja praca zawsze zyskuje na tym tle - poprzez właśnie dopracowanie szczegółów, odpowiednie zadbanie o klienta i niewypuszczanie bubli! :)
    Ciesz się więc.
    Pozdrowienia i gratulacje udanego spotkania z Miśką! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony tak. Tylko że jeśli chodzi o te wyroby, to cenowo kicz sprzedaje się lepiej, a dużo ludzi, niestety, nie patrzy na jakość. Nie przekłada się więc na sprzedaż i zarobek. A mój honor nie pozwala mi zejść z jakością tylko dlatego, żeby coś zarobić. Z kolei jakość pociąga za sobą koszty, bo to i czas i materiały.
      I tak zamyka się koło.
      Bardzo się cieszę, że ją poznałam :)))

      Usuń
  13. Nie toleruję niedoróbek we własnym rękodziele, to i w czyimś nie. Uśmiałam się kiedyś przy zostawianiu wyhaftowanego obrusa Bożonarodzeniowego w Cepelii, bo mi powiedzieli, że za ładny i za dokładny... Niestety, takie czasy przyszły, że niedoróbki i chłam wyżej się ceni niż rzetelną wiedzę i umiejętności. Kłaniam się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy to nie jest wkurzające? Mnie to straszliwie drażni. I mam ochotę w tworzącej się stronie dać stronę tytułową: jeśli nie cenisz czyjejś pracy i wolisz szajs i niedoróbki, nie wchodź.
      Ściskam:*

      Usuń
  14. Nie lubię niedoróbek, kiczu, bylejakości itp. Jeżeli ktoś usiłuje mi coś takiego sprzedać czuję się po prostu obrażona. Serio, serio!
    Pozdrawiam cieplutko ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też nie lubię. I też mnie to obraża.
      Ściskam :*

      Usuń
  15. A, zapomniałabym. W czym, mianowicie, vicisti?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że jak? Że co zwyciężyłam? To takie oczywiste :)

      Usuń
    2. Nie dla każdego! W czym mianowicie odniosłaś to zwycięstwo? (Pierwsze dwie rzeczy - wiadomo: przybyłaś do Poznania, zobaczyłaś targi).

      Usuń
    3. pokonałam własny lęk przed pokazaniem światu na takim forum swoich prac...
      Zmierzyłam się z Poznaniem i wspomnieniami.
      To niemało..

      Usuń
  16. Też nie lubię tandety, ewentualnie swoją własną, ale przecież tej nie sprzedaję ;))))
    A najbardziej lubię rękodzieła znanych mi osobiście i lubianych przeze mnie osób, bo sa wtedy czymś wyjątkowym i patrząc na nie myślę z przyjemnością o twórcy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak to dobrze, że ja nic nie robię twórczego... Ale za charakter pisma własnego mi wstyd jak nie wiem co :( To dopiero bubel jest :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie tylko Tobie :))))

      Usuń
    2. Przestańcie, nie każdy musi być kaligrafem!

      Usuń
    3. Ewa-> znaczy piszesz czytelnie jak lekarz?;-)))))))))))))))

      Usuń
  18. Się mi przypomniała pioseneczka z czasów przedszkolnych:
    Poznań to moje miasto rodzinne,
    nad brzegiem Warty każdy to wie.
    Tu do przedszkola ja sobie chodzę,
    tutaj się uczę i bawię się.
    A przy Głogowskiej, w Parku Kasprzaka
    białe łabędzie pływają wpław
    A gdy w niedzielę ładna pogoda,
    w muszli orkiestra walczyka gra...
    Więcej nie pamiętam, ale może znasz?;-)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie znam, ja się nie urodziłam w Poznaniu :) Mieszkałam tylko 20 lat :D

      Usuń
    2. Toś Ty taka moja ....przyszywana krajanka;-))))))))))))))
      Ja sie hejbne na stwierdzenie żeś rychtyk fajno dziewucha, zupełnie jakbyś z Poznania była

      Usuń
    3. Wiesz, 20 lat to więcej niż połowa mojego życia :))))

      Usuń
    4. No, toś miała czas stać się fajna ;-))))

      Usuń
  19. Twoje prace bardzo, bardzo ja tak nie umiem)) ja raczej z tych niechlujnych jestem i dlatego nie robię dekupażu, to znaczy zrobiłam kilka dla siebie i wystarczy. No nie mam cierpliwości do wylizywania, wolę chropowatą fakturę gliny pieńków, starych drzwi ...hehehe a Cibie podziwiam za tę robotę, za odwagę i za powroty trudne...
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tam gdzie ma być chropowato to jest, tam gdzie mają być wyczuwalne faktury tam są. Ale..
      No jakoś tak, no. :)
      Ściskam również :*

      Usuń
  20. Niedoróbki w rękodziele, latające frędzle, niedokończone brzegi, kurna to jak niedoróbki na moim zawodowym polu, zawsze kiedyś wylezą i będzie obciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nie twierdzę, że jestem genialna i że wszystko mam równe, dopracowane na maksa i wygląda jak z fabryki..Ale Ty zapewne też robisz wszystko co możesz, żeby tych niedoróbek było jak najmniej, i jak najmniej widoczne, a nie rzucające się w twarz przy pierwszym spojrzeniu. Rękodzieło ma to do siebie, że idealne nie jest i nie ma szansy, żeby dwie rzeczy wyszły tak samo. Ale to jest w rękodziele piękne. Byle nie było to ręko - kicz.

      Usuń
  21. W temacie rękodzieło nie mam właściwie nic do powiedzenia. Nie wzrusza mnie, bo w jestem w tej kwestii niezainteresowaną ignorantką. Zazwyczaj, bo pewne rzeczy mi się podobają, jak na przykład malowane ręcznie przeróżne porcelanowe kształty. Bo to chyba też rękodzieło, co nie? ;-)
    Co do Poznania to mam dokładnie tak samo. Toćka w toćkę. Mieszkałam tam parę lat, ale teraz już nie potrafię się w tym mieście znaleźć. Nie czuję już bluessa. Może wynika to z faktu, że lata, które tam spędziłam, nie były z perspektywy czasu dla mnie dobre. Studiowałam tam coś, czego za bardzo nie lubiłam (dopiero później odkryłam, co jest dla mnie), robiłam pewne rzeczy na siłę, nie bo tak naprawdę chciałam. Dlatego pewnie m. innymi dziś tam nie wracam z chętnym sercem. Bywam tam tylko na dworcu kolejowym, skąd przerzucam się dalej do rodzinnego miasta. Myślę też, że nie poznałam dobrze Poznania, wstyd powiedzieć. Po prostu dopiero później pojawił się we mnie duch poznawczy, ciekawość poznawcza ;-). Na studiach w Poznaniu to tylko się uczyłam i imprezowałam, wstyd się przyznać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imprezy super są! Nawet jak się potem okazuje, że nie zna się miasta :))))
      Pozdrawiam :D

      Usuń

Jeśli zechcesz podzielić się swoim zdaniem - będę wdzięczna. Nie obrażaj nikogo, a Ciebie również nikt nie obrazi.