wtorek, 10 lutego 2026

[534]. Zaburzenie porządku i pretensje.

Wczoraj moje dziecię się pochorowało. Ale tak to jest, kiedy leci się z psem w koszulce na krótki. Nie przegadasz, dopóki nie dopadnie go niemoc i można trochę opierdzielić. 
No i wczoraj zaczęło się od kichania seryjnego. Musi alergia. Nawrzeszczałam na onego, że alertec leży na biurku, to się pokłócił, że nie, po czym znalazł tam gdzie mówiłam. Ale rozłożyło go bardziej niż alergicznie. Więc o 18 poszedł spać.
Mamunią latającą z termometrem i czuwającą to ja nie jestem. Odziedziczyłam, niestety, po mojej matce totalny wkurw. Ale minęło mi, nie brzęczałam mu nad uchem, że mnie nie słucha.
Po jakichś 2 godzinach stwierdziłam, że co tam, będę ta dobra jednak i ugotowałam rosołek. Pyyyyszny wyszedł. Poszłam spać. 
Rano obudził mnie Młody, psioczący na psa. 
O 6 rano dziecko wstało i poszło do kuchni, pies leżał na fotelu, więc tor przeszkód chwilowo nie funkcjonował. Gdzie chwilowo jest bardzo adekwatne. Szło dziecko nazad z miską rosołu i natknęło się na kłodę, która zeszła z fotela, bo tak! I na to ja otworzyłam oko i zobaczyłam jak się młody z tą miską bujnął. Cud, że nie oblał rosołem Majora. Ten też ma za uszami, ale o tym zaraz. Albo raczej nie za uszami, a na dupie.
No i się obudziłam, średnio zachwycona, bo niewyspana. No i się dowiedziałam, że zepsułam dziecku misternie ułożony plan! Poszedł on bowiem do kuchni w celu poczynienia jajecznicy, a tu go zaatakował, pachnący rosół i makaron. 

No to co z Majorem. Jestem mu winna przeprosiny, bo zmieniłam karmę. Niby przyjazną dla niego, a jednak nie. Dostało psisko swędzenia. Przegląd przeciwpchelny wyszedł negatywny, więc obstawiam alergię pokarmową. 
Dwa dni temu wieczorem psisko przyszło do głaskania. Ale kątem oka zauważyłam dreda na dupie. No i odwracam tę dupę a tu łysy placek. Łysy do błyszczącej skóry. Wylizał i wygryzł sierść. 


Więc najpierw odstawiłam karmę, a potem zaczęłam grzebać i szukać informacji. Samozwańczy wet zaordynował hydrokortyzon i ulżyło psu, bo przestał lizać. Więc czekamy na dobrą karmę i smarujemy
Oczywiście wizyta u weta nas czeka, ale na razie musi wystarczyć pomoc doraźna.
A psisko szczeka za miskę ryżu. Z jajkiem. I jest zachwycony.


10 komentarzy:

  1. Totalny chaos domowy, a jednocześnie pełen ciepła! Super, że mimo zmęczenia i wkurzenia udało Ci się w końcu ugotować rosołek – w takich momentach rodzicielstwo jest jak misja ratunkowa na froncie. A Major wygląda na typowego cwaniaka, który wie, jak wykorzystać każdą okazję do głaskania i jedzenia 😄 Fajnie, że doraźnie udało Ci się mu pomóc, a przy tym nie straciłaś poczucia humoru – bo przy takich przygodach w domu inaczej chyba nie da się przetrwać

    OdpowiedzUsuń
  2. Oesu, to pies potrafi sobie takie kuku zrobić?! 😲🫣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. I zaskoczył mnie, bo zrobił to w ciągu może 2h.

      Usuń
  3. Zwierzaki z alergią to ogromny problem, bo czasem bardzo trudno jest je ustawić tak, żeby było dobrze. A człowiekowi serce się kroi na cieniutkie różowe plasterki, gdy futro cierpi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I jeszcze nie powie, że boli/swędzi, ani gdzie. Trzeba obserwować. Co też czynię, gadam z nim, oglądam z każdej strony. Małe dziecko chociaż płacze.

      Usuń
  4. A to się porobiło! Szkoda pieseczka...bo nie potrafi się poskarżyć...

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli syn i pies się do siebie upodobnili, jeden i drugi ma allergię :) mam nadzieję, że szybko dojdą do siebie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki pan, taki kram :) Już jest lepiej, tylko ten kudłaty marznie w dupkę.

      Usuń

Jeśli zechcesz podzielić się swoim zdaniem - będę wdzięczna. Nie obrażaj nikogo, a Ciebie również nikt nie obrazi.