piątek, 29 maja 2026

[540]. Halo! Jest tu kto?

Zaczynam już z dziesiąty raz. Bo albo mnie gna gdzieś indziej, albo nagle zasypiam, albo wożę się po Anglii. I czasem roboczo przemierzam drogami różne Shire. No i przecież jestem osobistym kierowcą Młodego. Gdybym piła, to nawet napić bym się nie mogła, bo jestem na wiecznym dyżurze. I nie narzekam, broń mnie kosmosie. 
W tej chwili nawet nie bardzo wiem o czym napisać. Bo niby nuda, a jednak dzieje się różnie. 
Na ten przykład musiałam mieć powtórzone badanie krwi. Bo wyszło słodko (co się potwierdziło), kreatynina powyżej (co się nie potwierdziło) i inne takie tam. Ogólnie nie jest źle, ale trochę jest.
Menopauza nie odpuszcza, bo co ma być za łatwo. Dowiaduję się coraz więcej o tym co i jak i dzielę się dalej, żeby inni się mogli przygotować. Bo jak się okazuje, mój zawał mógł mieć swoją przyczynę w menopauzie. Szczególnie, że lipidogram miałam i mam w porządku. Otóż kiedy zaczyna brakować babskich hormonów, zaczynają się problemy z układem sercowo naczyniowym. I może zdarzyć się zawał. To by tłumaczyło.
A poza tym to wygrzebuję się już z zastoju. Trochę się skupiam na ogarnięciu przestrzeni wokół. Z różnym skutkiem. Szczególnie w ostatnim czasie ten skutek mizerny. Upały mnie dobijają. Niestety El Nino jest w tym roku najsilniejsze w 150 letniej karierze pomiarów meteo. Nie wróży to niczego dobrego. Raczej wzmaga czujność. Marzę o zimnym październiku i siarczystych mrozach. Wtedy mogłabym się ubrać ciepło, a teraz nie bardzo mam z czego się rozebrać. I już cyk! i ciśnienie w górę. Chociaż to akurat nie zaszkodzi, bo fabrycznie mam niskie. 
Ominęłam, przeczekałam sryliard politycznych wydarzeń. I obyczajowych. Zaczynałam o nich pisać, ale już samo pisanie odbierało mi chęci i wyzewnętrznianie się pozbawiało sensu. Moje zdanie jest tylko moje, a niekoniecznie chce mi się ponownie wywlekać moje rozkminy, bo pierwotnie  dokonywaliśmy wiwisekcji z Młodym. Od którego to usłyszałam, wioząc go do domu, że ma zajebistą mamę. Poczułam się jak taki napompowany szczęściem balonik. Zaskoczyło mnie to i ucieszyło. I pokazało, że można z DDA i DDD zmienić bieg historii, nie powielać i kreować swoje życie. Iść własną drogą, może naznaczoną, ale nie definiowaną "traumami minionych pokoleń". Ogromnie się cieszę, że dałam radę.
No dobrze. Obiecuję, że już wróciłam i będę pisać regularnie.