Zaczynam już z dziesiąty raz. Bo albo mnie gna gdzieś indziej, albo nagle zasypiam, albo wożę się po Anglii. I czasem roboczo przemierzam drogami różne Shire. No i przecież jestem osobistym kierowcą Młodego. Gdybym piła, to nawet napić bym się nie mogła, bo jestem na wiecznym dyżurze. I nie narzekam, broń mnie kosmosie.
W tej chwili nawet nie bardzo wiem o czym napisać. Bo niby nuda, a jednak dzieje się różnie.
Na ten przykład musiałam mieć powtórzone badanie krwi. Bo wyszło słodko (co się potwierdziło), kreatynina powyżej (co się nie potwierdziło) i inne takie tam. Ogólnie nie jest źle, ale trochę jest.
Menopauza nie odpuszcza, bo co ma być za łatwo. Dowiaduję się coraz więcej o tym co i jak i dzielę się dalej, żeby inni się mogli przygotować. Bo jak się okazuje, mój zawał mógł mieć swoją przyczynę w menopauzie. Szczególnie, że lipidogram miałam i mam w porządku. Otóż kiedy zaczyna brakować babskich hormonów, zaczynają się problemy z układem sercowo naczyniowym. I może zdarzyć się zawał. To by tłumaczyło.
A poza tym to wygrzebuję się już z zastoju. Trochę się skupiam na ogarnięciu przestrzeni wokół. Z różnym skutkiem. Szczególnie w ostatnim czasie ten skutek mizerny. Upały mnie dobijają. Niestety El Nino jest w tym roku najsilniejsze w 150 letniej karierze pomiarów meteo. Nie wróży to niczego dobrego. Raczej wzmaga czujność. Marzę o zimnym październiku i siarczystych mrozach. Wtedy mogłabym się ubrać ciepło, a teraz nie bardzo mam z czego się rozebrać. I już cyk! i ciśnienie w górę. Chociaż to akurat nie zaszkodzi, bo fabrycznie mam niskie.
Ominęłam, przeczekałam sryliard politycznych wydarzeń. I obyczajowych. Zaczynałam o nich pisać, ale już samo pisanie odbierało mi chęci i wyzewnętrznianie się pozbawiało sensu. Moje zdanie jest tylko moje, a niekoniecznie chce mi się ponownie wywlekać moje rozkminy, bo pierwotnie dokonywaliśmy wiwisekcji z Młodym. Od którego to usłyszałam, wioząc go do domu, że ma zajebistą mamę. Poczułam się jak taki napompowany szczęściem balonik. Zaskoczyło mnie to i ucieszyło. I pokazało, że można z DDA i DDD zmienić bieg historii, nie powielać i kreować swoje życie. Iść własną drogą, może naznaczoną, ale nie definiowaną "traumami minionych pokoleń". Ogromnie się cieszę, że dałam radę.
No dobrze. Obiecuję, że już wróciłam i będę pisać regularnie.
To my się pytamy, czy jest tu kto 😉 Jak widać jest, więc wszystko w porządku 😃
OdpowiedzUsuńJest jest. Trochę tylko nie po drodze mi było.
UsuńOraz się cieszymy, że ktoś tu jest. :-)
OdpowiedzUsuńOraz cieszę się, że się cieszycie :)
UsuńNo i dobrze, że jesteś... meopauza, mnie tylko siłownia trzyma w pionie przez francę. Uściski.
OdpowiedzUsuńNo u mnie na razie siłka nie wchodzi w grę. Ale wrócę do formy. Może nie do lata, ale wrócę. Przytulas :*
UsuńWracaj kochana, wracaj :*
Usuń:-)
OdpowiedzUsuń:*
UsuńNO! Oczywiście, że jest i czeka, tupiąc nóżką. Nie powielasz traum rodowych, bo jesteś mądrą kobietą, a zawsze, ZAWSZE, byłaś zaje*istą matką. Pamiętasz akcję poszukiwania szczepionki dla Młodego? Kto walczył do końca, może ja? Zobacz, jaką przeszłaś drogę, od bycia w czarnej D pod lasem, do studiów w UK. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumna. Powinnaś być.🔥
OdpowiedzUsuńJestem. A szczepionkę sobie co jakiś czas przypominam. :*
UsuńDopisuję się do towarzystwa, będę zaglądać, pisz!
OdpowiedzUsuńTak, jest tu ktoś! Wróciłam z tygodniowego pobytu u mamy i natychmiast dorywam komputera. Cieszę się, że wróciłaś! 💕🌷💕🌷💕🌷💕🌷💕
OdpowiedzUsuńOooo, miło mi niesamowicie. I też się cieszę.
UsuńNadal się cieszę! 😊
Usuń💝 🌸 💝 🌸 💝 🌸 💝 🌸 💝 🌸 💝 🌸 💝 🌸 💝