czwartek, 25 czerwca 2026

[543]. Raport z piekła.

No co ja mogę. Jestem geniuszem zła i... zepsułam sharpsguard. Czyli pudełko na igły, ostrza, szczykawki i inne biohazardy. Żeby było jasne, zepsułam ZANIM pierwszy raz użyłam. No dobra, nie zepsułam, ale zamknęłam ostatecznie zanim cokolwiek tam wrzuciłam. Gratulacje ślijcie w komentarzach.
No bo irytowało mnie to niedomknięte wieczko!!! To mogłam przecież!
No i teraz skąd to pudło u mnie. Przyszło razem z penem do zastrzykowania, zawierającym tirzepatyd.
Tak, w wyniku wielu kumulacji i zdarzeń leczę otyłość.
Jak chcecie więcej na ten temat, to pytajcie.
Dodatkowo, zanim ktoś wypali, że idę z modą, to nie, mam cukrzycę typu 2. Jestem świeżo po diagnozie.
Ale wracajmy do sedna. Zepsułam. Bo mogłam.
No ale dobra.
[Ha! Naprawiłam!]

Ale żeby nie było jakoś za różowo, to wylądowaliśmy u mechanika. Meh...
Nie mam szczęścia do aut.
A a propos KIAnki - wysłuchanie w lipcu, za miesiąc. No oby to był koniec.

Tyle wydarzeń po drodze było, że nie mam pojęcia o czym pisać. 
Nie mam pojęcia, bo mózg mi się lasuje.
Jak wszystkim zimnolubom w tym okresie. Jedyna pociecha, że w końcu dni stają się krótsze. Niestety nie ma czym oddychać, a kleistość wszystkiego jest 100%. Kleję się ja do podłogi, mebli, ciuchów, ciuchy do mnie, rzeczy do mnie i owczarek, który chciałby na kolana i mnie tym swoim futrem otula. Zupełnie nie ma wyczucia. 
Dzisiaj ratuje mnie mokry ręcznik. Bo wentylator mieli ciepłe obrzydliwe powietrze. Otwarte okno nie pomaga. Znów jakiś ciołek nie domknął drzwi do piekła. Ja rozumiem, że trzeba się przyzwyczajać, bo raczej do nieba do piekła będę szła. Ale może nie teraz jeszcze. 

Prokrastynacja ma się dobrze. Diagnoza w trakcie. 
Mendopauza - ani mniej, ani spokojniej. Ból brzucha. Kij wie czy to pęcherz, macica, jajniki, czy flaki. Okres od miesiąca z hakiem, co dwa dni delikatnie, a od trzech dni potop. No nie ma lekko. Ale nie poddaję się i  pomalutku ogarniam. Krok po kroku. Zaliczam co jakiś czas kumulację i lekki zjazd, ale pozwalam sobie na niemoc. 

No i sami widzicie, że nudą wieje. Nie wieje. Wszystko się klei.
Idę namoczyć ręcznik. Bo wysycha co 15 minut...


poniedziałek, 8 czerwca 2026

[542]. Za miskę ryżu.

Powiem Wam, że ryż ryżowi nierówny. I oka nie wykole. 
Moja przygoda z azjatycką kuchnią rozwija się dynamicznie. Ostatnia wizyta w sklepie azjatyckim, z naciskiem na koreaniczne i japoniczne składniki (tak, to od Margo) zaowocowała przytarganiem do domu 10 kg ryżu. Niby do sushi, ale ryż to ryż. I tak kupowałam dużo, więc wzięłam wór. 
I powiem tylko tyle: nigdy więcej tych tanizn marketowych. Ten jest tak smaczny, że ja się zakochałam i wciąż gadam jaki pyszny. Teraz czas na prawdziwy ryżowar. Bo mam taki nie do końca profesjonalny (tak, to moja słabość. Jak już coś kupować to profeska i wysoka półka).
---
Zaczynam wygrzebywać się. Ogólnie ze wszystkiego. Z bałaganu. Z niemocy. Zaczynam już myśleć o tym jak uporządkować rytuały i poukładać wszystko na nowo. Bo brakuje mi rutyny. 
Skąd to? Ano stąd, że raz diagnoza, dwa cel, trzy muszę dopasować wiek mojego opakowania do wieku mentalnego. 
Jak zwykle mam milion pomysłów. Nie nakręcam się jednak, bo wiem, że większość nie wypali. 
---
Śledzę sobie tematy na topie. I ostatnio wlazło mi w oczy Love is Blind. Jako że ja nie mam tv, na N pokazują mi się raczej tylko azjatyckie dramy i filmy, to nie wiedziałam o co kaman. Więc posłuchałam jakichś komentarzy i poszłam obejrzeć. No nie powiem, obejrzałam całe. Poanalizowałam trochę, pomęczyłam się ciut i poirytowałam. Potem tłukłam se do łba ciągle, że montaż montaż montażem pogania i że to co widzimy to nie dość, że z kontekstu wyrwane, to jeszcze celowo złożone.
Ogólnie podobało mi się. Obejrzałam jeszcze edycję Atlanta. A jest tych różnych krajów pełno. Ale jakoś szkoda mi czasu, chociaż kusi, żeby zobaczyć jak to jest na przykład w Japonii, albo w Zjednoczonych Emiratach. 
---
Nasłuchałam się ostatnio podcastów Tatiany Mindewicz-Puacz, którą niezmiernie cenię, pod wymownym tytułem "co mnie wkurwia". O mechanizmach narcystycznych. No jakby mi kto w mordę dał. Że też nie mogłam tego posłuchać 36 lat temu. A nie, czekaj, nie było wtedy internetu i yt. 
Ale serio, uważam, że brakuje edukacji. Nie tylko w tej kwestii. Ale i w związkach, seksie, tożsamości płciowej (która nijak ma się do seksu), emocjach, partnerstwie, rodzicielstwie, zdrowiu, meno i andropauzie.. Bardzo mnie to boli mentalnie. Nie musimy być ekspertami, ale warto by było wiedzieć, choćby podstawy. 
Bo potem są takie kwiatki, że darmowe lody za czerwony pasek są złe. Nosz kurwa!

To tyle dzisiaj.
Zostawiam Was z moją ukochaną ostatnio muzyką.




wtorek, 2 czerwca 2026

[541]. Stało się.

Intuicja mnie nie zawiodła. Ja po prostu wiedziałam. 
Nastąpił ten dzień, kiedy moje "maleństwo", które przerosło mnie i resztę o dużo centymetrów.. A trafiły do mnie zdjęcia jak miał 10 dni. Toż to ważyło niecałe 2kg i było mniejsze niż moje przedramię. Smoczek był wielkości połowy twarzy. I o.
Ale dobra. Od początku.
Introwertyk, AuDHD (po diagnozie), z trudnościami w nawiązywaniu nowych znajomości (ale tylko w Polsce). Trochę się martwiłam. Trochę mnie zastanawiało jak to będzie. 
Oczywiście my sobie robiliśmy heheszki typu kto cię zechce, nie wkurzaj mnie i znajdź se babę, a jak nie to chłopa, noś gumki ze sobą i inne podobne. W obie strony żarty, ale też i wiele przegadanych godzin. 
No i stało się.
Zastanawiam się, czy iść zdjąć drzwi i naoliwić zawiasy, czy radio włączyć. 
Pies płacze pod drzwiami. Bo nie chcą go wpuścić. 
No.
Sam mi napisał kilka dni temu, że stało się, ma dziewczynę.
Dzisiaj pojechaliśmy po nią i przytargaliśmy do nas. Zapozna się z całą rodziną, bo jutro wpada córa.
No taka motywacja, że aż posprzątaliśmy. 

Z tego całego wrażenia zapomniałam o czym chciałam napisać.
Jak sobie przypomnę, to naskrobię.

Dla atencji zdjęcia z moich wypraw. W różnym czasie.

Alcester - ozdoba ronda


    A to niebo gdzieś w Oxfordshire


Chcecie więcej?