No i wczoraj zaczęło się od kichania seryjnego. Musi alergia. Nawrzeszczałam na onego, że alertec leży na biurku, to się pokłócił, że nie, po czym znalazł tam gdzie mówiłam. Ale rozłożyło go bardziej niż alergicznie. Więc o 18 poszedł spać.
Mamunią latającą z termometrem i czuwającą to ja nie jestem. Odziedziczyłam, niestety, po mojej matce totalny wkurw. Ale minęło mi, nie brzęczałam mu nad uchem, że mnie nie słucha.
Po jakichś 2 godzinach stwierdziłam, że co tam, będę ta dobra jednak i ugotowałam rosołek. Pyyyyszny wyszedł. Poszłam spać.
Rano obudził mnie Młody, psioczący na psa.
O 6 rano dziecko wstało i poszło do kuchni, pies leżał na fotelu, więc tor przeszkód chwilowo nie funkcjonował. Gdzie chwilowo jest bardzo adekwatne. Szło dziecko nazad z miską rosołu i natknęło się na kłodę, która zeszła z fotela, bo tak! I na to ja otworzyłam oko i zobaczyłam jak się młody z tą miską bujnął. Cud, że nie oblał rosołem Majora. Ten też ma za uszami, ale o tym zaraz. Albo raczej nie za uszami, a na dupie.
No i się obudziłam, średnio zachwycona, bo niewyspana. No i się dowiedziałam, że zepsułam dziecku misternie ułożony plan! Poszedł on bowiem do kuchni w celu poczynienia jajecznicy, a tu go zaatakował, pachnący rosół i makaron.
No to co z Majorem. Jestem mu winna przeprosiny, bo zmieniłam karmę. Niby przyjazną dla niego, a jednak nie. Dostało psisko swędzenia. Przegląd przeciwpchelny wyszedł negatywny, więc obstawiam alergię pokarmową.
Dwa dni temu wieczorem psisko przyszło do głaskania. Ale kątem oka zauważyłam dreda na dupie. No i odwracam tę dupę a tu łysy placek. Łysy do błyszczącej skóry. Wylizał i wygryzł sierść.
Więc najpierw odstawiłam karmę, a potem zaczęłam grzebać i szukać informacji. Samozwańczy wet zaordynował hydrokortyzon i ulżyło psu, bo przestał lizać. Więc czekamy na dobrą karmę i smarujemy
Oczywiście wizyta u weta nas czeka, ale na razie musi wystarczyć pomoc doraźna.
A psisko szczeka za miskę ryżu. Z jajkiem. I jest zachwycony.

Totalny chaos domowy, a jednocześnie pełen ciepła! Super, że mimo zmęczenia i wkurzenia udało Ci się w końcu ugotować rosołek – w takich momentach rodzicielstwo jest jak misja ratunkowa na froncie. A Major wygląda na typowego cwaniaka, który wie, jak wykorzystać każdą okazję do głaskania i jedzenia 😄 Fajnie, że doraźnie udało Ci się mu pomóc, a przy tym nie straciłaś poczucia humoru – bo przy takich przygodach w domu inaczej chyba nie da się przetrwać
OdpowiedzUsuńTylko humor nas uratuje!
UsuńOesu, to pies potrafi sobie takie kuku zrobić?! 😲🫣
OdpowiedzUsuńTak. I zaskoczył mnie, bo zrobił to w ciągu może 2h.
UsuńZwierzaki z alergią to ogromny problem, bo czasem bardzo trudno jest je ustawić tak, żeby było dobrze. A człowiekowi serce się kroi na cieniutkie różowe plasterki, gdy futro cierpi.
OdpowiedzUsuńDokładnie. I jeszcze nie powie, że boli/swędzi, ani gdzie. Trzeba obserwować. Co też czynię, gadam z nim, oglądam z każdej strony. Małe dziecko chociaż płacze.
UsuńA to się porobiło! Szkoda pieseczka...bo nie potrafi się poskarżyć...
OdpowiedzUsuńJuż jest lepiej.
UsuńCzyli syn i pies się do siebie upodobnili, jeden i drugi ma allergię :) mam nadzieję, że szybko dojdą do siebie :P
OdpowiedzUsuńJaki pan, taki kram :) Już jest lepiej, tylko ten kudłaty marznie w dupkę.
Usuń