Trochę znikłam.
Przeorganizowywuję się. Znaczy przestrzeń dookoła.
Marzy mi się pojeżdżenie meblami trochę, ale nie mam zbyt dużego wyboru, żadnego nie mam prawie, bo podłoga jest jak nadmorska plaża w Łebie. Czyli wędrujące wydmy. Czyli nierówna. Ale nie na stałe, ona zmienia swoje parametry, czyli raz jest wyżej, raz niżej, raz się drzwi zamykają, a innym razem nie. Urok wyspiarskiej gleby.
No po prostu są górki i dolinki i nie bardzo jest jak przestawić regały i łóżko. I komody. Trudno, jutro przejadę stołem i fotelem, bo muszę też zachować miejsce dla krewetki niemieckiej, która zajmuje 1/4 wolnej powierzchni pokoju jak się uwali. Zwykle śpi u Młodego, na swoim legowisku, ale przychodzi sprawdzić czy już zwolniłam fotel, po czym z głośnym westchnieniem z dezaprobatą włazi na niego, o ile wolny, i się zwija w precel.
Ale nie o tym chciałam w sumie. Znów chyba muszę spuścić trochę z mózgownicy, bo wszystkie te pomysły, troski, przemyślenia, wkurwy i komedie zaczynają nieźle bałaganić. Znaczy robi się tłoczno i w sekundę przeleci myśl, żeby coś, a mgnienie oka później już nie pamiętam co to było i tylko tyle, że ułatwiłoby życie. No może nie życie, ale czynności. I teraz nie wiem.
Kuchenne? Tak, praska do ziemniaków. I miski, bo się wytłukły wzięły. Ale wizyta w IKEA nie przyniosła nic dobrego, bo takich misek jak miałam już nie ma, są płytkie i mniejsze. I pierdyliard gadżetów, które by-się-przydały.
Łazienkowe? Weź się stuknij w łeb. Złóż najpierw szafkę, którą kupiłaś ..w kwietniu zeszłego roku. I dalej czeka na złożenie, a miałaś takie plany! Ręczniki tam będą! Yhy, tak.
Pokojowe? Nie wiem, w koszyku mam tyle rzeczy, że nie wiem co pierwsze najpotrzebniejsze. Że wszystko to wiem, ale jednak jakieś priorytety trzeba mieć.
No i wypadło mi ze łba i koniec. Znaczy nie koniec, bo dojdę do tego na okrętkę.
---
Jazdy idą dobrze. Tylko za dużo młodzian gada. Wiem, że to mu potrzebne, ale wkurza mnie. Więc ćwiczę swój zen i nirwanę. Żeby nie nakrzyczeć.
---
Dalej gadam z kumplem. Coraz więcej i więcej. I coraz bardziej przeraża mnie sama myśl, że się przyzwyczaję. On ma tak samo nierówno pod sufitem jak ja. Lubimy te same rzeczy, słuchamy tej samej muzyki, mamy podobne spojrzenie na świat. Ale chyba nie.
---
Dalej siedzę w dramowym uniwersum.
Jak na razie w dalszym ciągu nie mogę niczego dramom zarzucić. Karma, reinkarnacja, zemsta, miłość, bankructwa, kryzysy, klątwy, mafie, romanse i inne ładne chłopaki. Wszystko wciąga mnie po uszy.
---
Jest luty, czas kalendarz zakupić.
P.S.: może to o kalendarz chodziło?
Szukam kalendarzyka, a tu już luty! :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nabędę. Bo potrzebny. Jednak papierowa wersja jakoś mnie kotwiczy w pamiętaniu rzeczy.
UsuńPrzemeblowanie to bardzo ryzykowna sprawa. Można sobie życie skomplikować .. i innym też :-)
OdpowiedzUsuńZawsze lubiłam mieszanie meblami. To byłą taka moja demonstracja niezależności. A tu niestety nie mogę za bardzo, jeśli nie chcę zniszczyć mebli. Ehh..
UsuńNie absorbuje mnie aż tyle spraw, kalendarzyk niepotrzebny, a w Ikei najlepsze klopsiki!
OdpowiedzUsuńMnie taki pisany systematyzuje. Pamięć mam dobrą, jeszcze, ale zbyt chaotycznie w głowie ostatnio i muszę mieć gdzie zapisać i zaznaczyć i zaplanować. A klopsiki najlepsze! Kupuję mrożone i robię w domu z sosem z borówką z IKEA. Pychota.
UsuńTe „wędrujące wydmy” podłogi i krewetka niemiecka to genialny obraz codziennego chaosu w mieszkaniu – aż czuć, jak to żyje własnym rytmem. Fajnie, że mimo bałaganu próbujesz zachować zen, i do tego jeszcze drama maratony – brzmi jak pełen emocji i humoru luty.
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie, czy ten kalendarz w końcu uratuje priorytety i pomoże poukładać wszystko w głowie? 😉
Też jestem ciekawa :)
UsuńKalendarz w telefonie jest cool. A notes, który prowadzę jest o tyle superowy, że nie muszęgo przepisywać, bo już jest, co jest ważne. Kiedy wchodzę na strony wyposażenia wnętrz, wrzucam do koszyka wszystko, co lubię, później zamykam laptopa i laba :P nie loguję się, bo zawartośc koszyka znika, i luz. Nie można mnie wpuszczać do Zara Home. I unikam stron z pościelą z irlandzkich szwalni. Jesteś świetną mamą instruktorką. Co do pogawędek, to się nie znam. Ale rozkoszuję się głosem Bonaszewskiego na storytel...
OdpowiedzUsuńIrlandzką pościelą, powiadasz...I już mnie zaciekawiłaś. Kalendarz w telefonie tylko do przypomnień używam, bo mimo, że zawsze pod ręką, nie spełnia zadania. Musi być papier i zapiski. Co do audiobooków. Nie przepadam. Ponieważ zawsze robię coś w tle. Nie umiem się skupić na słuchaniu, jeśli ręce coś robią. Muzyka to co innego, Ledwo się skłaniam do podcastów, ale tylko dlatego, że słuchawki mam praktycznie cały czas na głowie. Bo jak oglądam dramy, czy słucham muzyki to tylko w słuchawkach. Taki ze mnie dziwak :)
UsuńSłucham na siłowni, ale nie mogę każdego, chyba mam jakieś cechy mizofonii, więc póki co, tylko Bonaszewski i Andy Serkis do mnie przemawiają. E tam dziwak, każdy ma/robi jak lubi. https://whiteandgreenhome.com/ lubię dobre sploty bawełny.
Usuńtaki, to nawet mnie :P się podoba :P https://paper-project.pl/products/kalendarz-na-cale-zycie-edycja-limitowana
Usuńuuu a tu z japonskimi grafikami https://paper-project.pl/products/kalendarz-2026
UsuńOoooo, kurka....Ależ to cudowne! Oba! Ten na całe życie jest genialny!! A japoński przepiękny...
Usuńzatęskniłam za ikea bardzo...czekam na wiosnę.
OdpowiedzUsuńsłucham audiobuków godzinami każdego dnia .
Nie umiem w audiobooki. Czasem długie podcasty mnie przerastają i słucham na kilka tur.
UsuńU mnie podobnie. Głowa mi pęka od myślenia, co zrobić z tym bur... eee... bajzlem. I metraż nie chce mi się rozciągnąć, i doba nie chce mi się rozciągnąć, a ja robię na dwa domy i jeszcze cholerna praca... Marzą mi się nowe meble. I nowa podłoga. I nowe ściany... z nowymi tynkami. Ludeczkowie moi mili, co za młyn mam we łbie...
OdpowiedzUsuńMogę tylko współczuć, bo wiem co zacz. Przytulam!
UsuńI wzajemnie! 🫂
Usuń