No i stało się. Wygrała Hiszpania i chałwa im za to. Obstawiałam Argentynę, ale tak szczerze kibicowałam Hiszpanom. W końcu od mundialu w Hiszpanii moja przygoda z nogą się zaczęła.
Daaaawno nie jarałam się tak meczami, jak teraz. Nawet te z 2012, słyszane przez okno ze stadionu nie robiły mi tak dobrze na serduszku. Cudownie.
A teraz o kochaniu. Temat zerżnięty od Fräulein B. O tu. Za pozwoleństwem.
No więc tak.
Jestem strasznie kochliwa. Moje serce pomieści wszystko. I wszystkich.
Zacznijmy od ludzi.
Kocham piękne dusze. Mądre głowy. Ładne głosy. Dobre serca.
Wizerunkowo też, ale wizerunek to nie wszystko.
Tak, przyznaję, zakochuję się w aktorach i aktorkach, a raczej rolach, które grają.
Teraz mam totalną zajawkę na Azjatów - tki. Nie poradzę.
Kiedyś był Pan Gitarra, czyli Banderas. Potem Horatio Caine z Miami. No tak brzydki, że aż piękny. W polskiej wersji Eryk Lubos. Ten sam typ. Nie wspomnę o tym, że moja prawdziwa pierwsza miłość nieplatoniczna to taki właśnie brzydal. Daleko od Azjatów i pięknych Latynosów. Bo pierwsza platoniczna to właśnie typ ciemnooki, długorzęsy, czarnowłosy. Piękny. Ale nie miałam odwagi.
Muzyków też kocham. Perkusistów, gitarzystów, wokalistów.
A co za tym idzie kocham muzykę. Nie mogę sobie wyobrazić, że można przestać słuchać nutek, nieważne jakich. Mój mózg nie ogarnia, bo potrzebuje muzyki do życia. Muzyka łączy mi zmysły, skojarzenia, poprawia pamięć i daje niesamowitą dawkę energii.
Sportowców. W tym roku wygrywa Haaland, ale w 86 to był Ruud Gullit. O matko. 40 lat temu!
Kocham robić rzeczy. Rękodzieło wszelakie. Mam co chwilę zajawkę na nowe techniki, rodzaje, zdobywam wiedzę dogłębnie i czasami porzucam. Mam cały pokój rzeczy, materiałów, wszystko czeka, aż zasiądę przy stole i zacznę używać. I coraz bliżej ten moment.
Książki. Kocham całą sobą. Czytanie, zanurzanie się w te inne światy. Tylko ostatnio moje rozproszenie sięga zenitu, więc skupienie się na czymś dłużej to wyczyn.
Jak kocham, to całą sobą, jak nienawidzę, to do szpiku kości.
Kocham bardzo, łatwo mnie zranić, ale też wcale nie. Ot, taki paradoks.
Jestem naiwna, ufna i niczego się nie nauczyłam. A jednak.
Ale o tym w następnym poście.