Syn powiedział mi kilka razy, że jestem zajebistą mamą a swoim koleżankom, że jestem bardziej jak przyjaciółka, niż stereotypowa mama. Zyskałam nowe pokolenie fanów i fanek. I cieszę się, że moje rozmowy, dyskusje i zwyczajna otwartość dały takie rezultaty.
Synowa mieszka z nami bez zmian. Jej rodzina nie interesuje się jej losem, wręcz przeciwnie. Odcięli ją od wszystkiego. Od sponsorowania akademika, studenckich finansów, nawet z subskrybcji platform różnej maści. Jestem w szoku. Że można nie wspierać swojego dziecka, bez względu na powód wybrania drogi, którą idzie. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w moim wydaniu.
Rozmawialiśmy z młodym o całej sytuacji wielokrotnie i jest mi bardzo smutno, że dorośli, wykształceni ludzie, odwrócili się od swojego dziecka. W każdym razie mam córkę, nawet jeśli nie będą razem.
Ale wspominam o tym, bo zrobiłam jej niespodziankę. Zupełnie przypadkiem.
Otóż była pewna rocznica. Nie ma znaczenia jaka. Ważna dla nich. No i ponieważ wpierniczyłam młodemu paluszki, które miał ze sobą zabrać, ale zapomniał zaklepać, to upiekłam mu szarlotkę. Dałam do tego świeczkę. I zrobiłam kartkę.
Historia z kartką jest taka, że młody chciał napisać coś osobistego, poprosił o papier. Więc dałam mu bazę do kartek. No ale taka biała, czysta, no nie pasuje mi, skoro pokój pełen akcesoriów. Tyle że chwila przed odjazdem, bałagan na stole, znaczy nie wciśniesz niczego na blat. Ale tak se poszłam zerknąć i mój wzrok padł na kawałek papieru akwarelowego, na którym onegdaj (jakieś 2 lata temu!) trochę pobazgrałam, bo testowałam farbki. Zupełnie o tym zapomniałam, więc moje zdziwienie było ogromne. I o. Wycięłam gilotyną, przykleiłam na bazę. Zapakowałam w kopertę. I poszło w świat :)
A z innych wydarzeń, to mamy kumpla. Spotykamy go rano i wieczorem.
A to oficer czekający na spotkanie z Rudym.
No i chciałam bardzo serdecznie podziękować Frau B, za przesyłkę. I przecudne dedykacje.




