poniedziałek, 24 sierpnia 2026

[548]. Nic ciekawego.

Miałam dzisiaj ogarnąć. Dużo rzeczy i spraw. Taki był plan, ale jak to plan, wziął i się rypnął. 
Wymówka zawsze się znajdzie, ale dzisiaj po prostu jestem niekomfortowo boląca.
Ponieważ menda nie odpuszcza, a wręcz przeciwnie, to zgłosiłam problem do GP (lekarz rodzinny, podstawowy, dla wyjaśnienia tym, co nie wiedzą). 
Migusiem dostałam skierowanie na badanie. Więc poszłam dzisiaj. Pojechałam. Do szpitala. 
Najpierw USG zwykłe, potem dowcipne. Potem do innego gabinetu na wywiadzik. Potem poczekalnia, niedługo, na szczęście. No i się zaczęło. Znów wywiad. Lista leków. Naprostowanie przekręconych faktów. Że niby już jestem po menopauzie i że nie mam dzieci. Dziwne to, bo wszędzie dzieci podane, i wszędzie info, że perimenopauza, ale trudno. Zabawnie było, bo oddział women's health, mimo że cudowne baby tam są, ale irytują się kiedy mój proces myślowy trwa o 2 sekundy za długo. Więc wzięły tłumacza. Przynajmniej mi się nie nudziło. Opowieściom nie było końca w tej poczekalni, śmiechu co nie miara, aż mnie bolały policzki. Jednak to najmniej ważne. 
Przy histeroskopii obsługiwało mnie pięć kobiet. Jedna była studentką na stażu, jedna głównodowodząca lekarka, pielęgniarka od podawania utensyliów, pielęgniarka od papierologii i jeszcze jedna, która...sprawdzała moje samopoczucie, obserwowała wyraz twarzy i przekazywała informacje reszcie, znaczy tym działającym bezpośrednio. A że się ciągle uśmiechałam i syknęłam tylko ze dwa razy, to co chwilę słyszałam z dołu, że mnie przepraszają. No ja mam zawsze ubaw. 
Na wyniki biopsji trzeba poczekać. Poczekam więc. Potem HTZ. Albo mirena. I chyba wybiorę spiralę, bo jeśli mam łykać kolejne tabsy, to ja podziękuję. 

A co tam poza tym, zapytacie.
Otóż nic.
Obserwuję z daleka festiwal żenady w kraju. Staram się nie skupiać na tym, bo mi nerwy niepotrzebne. Ale święto wojska polskiego i przemowa zwierzchnika rzeczonego zapadły mi w pamięć i tego się nie odsłyszy. Plus mniejsze i większe aferki celebryckie. Same wpadają, bo nie szukam informacji.

A dzisiaj, cóż. Zostawiam choć słowo, bo z jednej strony tęsknię, chciałabym więcej interakcji z Wami, a z drugiej rozwala mnie miałkość tematów, które, jak mapy, przeterminowują się w momencie napisania.

Od kilku dni przy porannym spacerze towarzyszą nam lisy. Dzisiaj nie miałam telefonu, ale były trzy sztuki. Wczoraj natomiast był jeden, który podchodził, podchodził i.. zwiał jak zrobiłam mu kilka fotek.
Za kilka dni będą ganiać za piłką jak moja owca. 








11 komentarzy:

  1. No proszę, to się nazywa najwyższy standard medyczny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No powiem szczerze, że ja nie mogę narzekać. A jak przypomnę sobie obsługę medyczną w Pl to mi słabo.

      Usuń
  2. U mnie mirena leży na półce, chcesz, to ci wyślę. Lekarka przez telefon powiedziała, kupuj kupuj, założę Ci, nooo a póżniej, nie mogę Ci założyć, bo coś tam coś tam. A nie miałam czasu wracać do apteki i zwracać, bo już biegłam na pociąg. Wkurwia mnie wszystko, ale może to rzeczywiście tylko menopauza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie czekam na wyniki. Ale jak coś to się odezwę.
      Jak wkurwia to na bank menopauza. Ja usiłuję Morfeusza namówić, żebym znów mogła spać nocą, ale na razie słabo mi idzie.

      Usuń
    2. Odzywaj, bo się kurzy, a może służyć :P

      Usuń
  3. Uff, u mnie kompletnie bezobjawowo. Menopauza? Co to w ogóle jest menopauza? Nawet nie zauważyłam, że coś takiego się odbywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jesteś w tej grupie szczęściar. Ja przez pierwszy rok też jakoś specjalnie nie miałam objawów. Dopiero później się zaczęło....

      Usuń
    2. Moje koleżanki narzekają na uderzenia gorąca, wściekliznę, kłopoty ze snem, a ja... po jakichś dwóch latach zorientowałam się, że już coś długo nie miałam okresu... Jedyne, co zrobiłam, to badania na hormony, nawet nie dla ginekologa, tylko dla psychiatry, a i tak okazało się, że wszystko mam w idealnej normie.

      Usuń
    3. Cudownie! I bardzo fajnie, przynajmniej to masz z głowy.

      Usuń
  4. No to po pierwsze: oby biopsja przyniosła dobre wiadomości i żebyś miała już z górki. ❤️ Po drugie: pięć kobiet przy histeroskopii, tłumacz i poprawianie historii własnego życia brzmi jak scenariusz, którego nikt by nie wymyślił, bo uznano by go za przesadzony. 😄

    A po trzecie — absolutnie rozumiem tęsknotę za interakcją przy jednoczesnym braku chęci pisania o rzeczach, które za chwilę będą już nieaktualne. Nie trzeba zawsze mieć „tematu”. Czasem wystarczy napisać, że są trzy lisy i człowiek trochę mniej lub bardziej ogarnia życie.

    Trzymaj się. I koniecznie dokumentuj tę lisią ekipę. 🦊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze się da dokumentować, bo albo jest za ciemno, albo już za jasno. Ale pamiętam jak były malutkie i latały po krzakach :)

      Usuń

Jeśli zechcesz podzielić się swoim zdaniem - będę wdzięczna. Nie obrażaj nikogo, a Ciebie również nikt nie obrazi.