Miałam dzisiaj ogarnąć. Dużo rzeczy i spraw. Taki był plan, ale jak to plan, wziął i się rypnął.
Wymówka zawsze się znajdzie, ale dzisiaj po prostu jestem niekomfortowo boląca.
Ponieważ menda nie odpuszcza, a wręcz przeciwnie, to zgłosiłam problem do GP (lekarz rodzinny, podstawowy, dla wyjaśnienia tym, co nie wiedzą).
Migusiem dostałam skierowanie na badanie. Więc poszłam dzisiaj. Pojechałam. Do szpitala.
Najpierw USG zwykłe, potem dowcipne. Potem do innego gabinetu na wywiadzik. Potem poczekalnia, niedługo, na szczęście. No i się zaczęło. Znów wywiad. Lista leków. Naprostowanie przekręconych faktów. Że niby już jestem po menopauzie i że nie mam dzieci. Dziwne to, bo wszędzie dzieci podane, i wszędzie info, że perimenopauza, ale trudno. Zabawnie było, bo oddział women's health, mimo że cudowne baby tam są, ale irytują się kiedy mój proces myślowy trwa o 2 sekundy za długo. Więc wzięły tłumacza. Przynajmniej mi się nie nudziło. Opowieściom nie było końca w tej poczekalni, śmiechu co nie miara, aż mnie bolały policzki. Jednak to najmniej ważne.
Przy histeroskopii obsługiwało mnie pięć kobiet. Jedna była studentką na stażu, jedna głównodowodząca lekarka, pielęgniarka od podawania utensyliów, pielęgniarka od papierologii i jeszcze jedna, która...sprawdzała moje samopoczucie, obserwowała wyraz twarzy i przekazywała informacje reszcie, znaczy tym działającym bezpośrednio. A że się ciągle uśmiechałam i syknęłam tylko ze dwa razy, to co chwilę słyszałam z dołu, że mnie przepraszają. No ja mam zawsze ubaw.
Na wyniki biopsji trzeba poczekać. Poczekam więc. Potem HTZ. Albo mirena. I chyba wybiorę spiralę, bo jeśli mam łykać kolejne tabsy, to ja podziękuję.
A co tam poza tym, zapytacie.
Otóż nic.
Obserwuję z daleka festiwal żenady w kraju. Staram się nie skupiać na tym, bo mi nerwy niepotrzebne. Ale święto wojska polskiego i przemowa zwierzchnika rzeczonego zapadły mi w pamięć i tego się nie odsłyszy. Plus mniejsze i większe aferki celebryckie. Same wpadają, bo nie szukam informacji.
A dzisiaj, cóż. Zostawiam choć słowo, bo z jednej strony tęsknię, chciałabym więcej interakcji z Wami, a z drugiej rozwala mnie miałkość tematów, które, jak mapy, przeterminowują się w momencie napisania.
Od kilku dni przy porannym spacerze towarzyszą nam lisy. Dzisiaj nie miałam telefonu, ale były trzy sztuki. Wczoraj natomiast był jeden, który podchodził, podchodził i.. zwiał jak zrobiłam mu kilka fotek.
Za kilka dni będą ganiać za piłką jak moja owca.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli zechcesz podzielić się swoim zdaniem - będę wdzięczna. Nie obrażaj nikogo, a Ciebie również nikt nie obrazi.