czwartek, 1 stycznia 2026

[526]. Porządek rzeczy.

Numerki wróciły na swoje miejsce. Moja głowa może już przestać o tym myśleć.

No i nastał Nowy, 2026. 
Czy mam oczekiwania? Od roku? Nie. On nic za mnie nie zrobi. Numerki, choć na swoim miejscu, nie sprawią, że coś się zadzieje samo. Jak nie kiwnę palcem, to nie będzie.
Właśnie odkryłam tę magię. Że samo się nie zrobi.
Czy planuję? Nie. nie planuję. 
Dzisiaj zerwałam z moim zwyczajem słuchania Topu Wszechczasów. Kiedyś w Trójce, teraz w 357. Zawsze się spinałam i starałam cisnąć od 9 do 21 cały top, ale jakoś mnie to już nie rajcuje. Moje muzyczne podróże odbywają się z lekka innymi ścieżkami. Nawet playlisty uległy mocnej weryfikacji. 

Jak co roku, od 22 lat, w noc sylwestrową pisałam z przyjacielem. Czasem dzwoniłam przez te lata, czasem pisałam, zależy jak z zasięgiem. To taka nasza tradycja. Poczułam się otulona ciepłem i bezpieczeństwem, bo to znane. Dobrze mieć takie punkty zaczepienia. I wiem, że jak zadzwonię, czy napiszę, to po drugiej stronie mam człowieka, który rozumie. Kiedyś nie zdawałam sobie sprawy, teraz cenię tę przyjaźń.
A inny przypadek, który wywołuje uśmiech zdarzył się kilka tygodni temu. Zrobiłam coś odwrotnego do tego, co zazwyczaj. Czyli zaprosiłam do znajomych znajomego z czasów dawno minionych. Bo normalnie robię co jakiś czas czystkę i wywalam ze znajomych z fejsbuka. W tej zamierzchłej przeszłości, jakieś 35 lat temu, zamieniłam z nim ze dwa zdania, na jakiejś wspólnej imprezie harcersko-szwendanej. Nawet nie wiemy oboje na jakiej i gdzie. Jak go pamiętam z tamtych czasów, to zawsze uśmiechał się na mój widok na ulicy. A mnie ciekawił, bo.. słuchał metalu i był przystojny po mojemu. Mamy mnóstwo punktów stycznych i wspólnych znajomych. Z tamtej wymiany zdań pamiętam, że był mega miły, uprzejmy, uśmiechnięty i .. na dystans. Dzisiaj już wiem dlaczego. To kolejny przypadek faceta z mojej młodości, który wstydził się do mnie zagadać. To strasznie deprymujące, bo pokazuje jak bardzo nieświadomą laską byłam. Okazuje się, że panowie sznurem, ale żaden się nie odważył. A nie, dwóch się odważyło. Jeden został spławiony, dzisiaj by to było wieczne friendzone, mimo mojego zakochania po uszy. A drugi, cóż, no wiadomo jak się skończyła ta bajka. 
No więc piszemy. A ja śmieję się jak dawno nie. Złapaliśmy te same fale od pierwszego zdania. 
I w sumie fajnie. Zobaczymy co z tym wariatem odwalimy. Bo że coś to na pewno. I będzie mega śmiesznie.

Dzisiaj zrobiłam sobie selfie na spacerze. Nie wiem kto wlazł mi w kadr, ale jakaś stara baba, z opadającą powieką i chomikami. Nie znam kobiety, ale się przestraszyłam.
Haha.

No to niech się nam!




10 komentarzy:

  1. Ciekawy tekst, bo pokazuje, że życie to wcale nie wielkie plany ani „magiczne” daty, tylko codzienne momenty i drobne wybory. To, co piszesz o muzyce, przyjaźni i tych przypadkowych spotkaniach z przeszłości, naprawdę oddaje, że szczęście i sens rodzą się w zwykłych, „tu i teraz” chwilach. Doceniam też, że potrafisz opisać to w prosty, nieszablonowy sposób – bez przesadnej refleksyjności, a jednocześnie widać dojrzałość i świadomość siebie. Lubię, że jest tu humor i dystans, bo pokazuje, że życie może być lekkie, nawet jeśli nie wszystko układa się według planu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Chciałoby się magii, ale jedyna, jaką można wyczarować to akceptacja. I jedyne, czego nam potrzeba to rozumienie siebie. Wtedy jest dobrze i wystarczą takie małe rzeczy, które są jak gwiazdki z nieba. Oczywiście, tylko wtedy, gdy umie się je docenić. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. no nareszcie dotarłam ufff
    doczołgałam się :-) z życzeniami: Wspaniałej przyszłości planowanej lub nie, z dawnymi przyjaciółmi i dużo zdrowia i dobra. tego życze wszystkim po kolei, bo tego nam potrzeba najbardziej . uściskuję mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo Kochana. Podwójnie je przyjmuję dzisiaj :D

      Usuń
  3. Natt, życzę Ci wiele śmiechu w tym roku i samych dobrych dla Ciebie dni. Trzymaj się, ja trzymam kciuki, bo jesteś Bardzo Dzielną Dziewczyną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Frau, wszelkie życzenia dzisiaj biorę podwójnie :D

      Usuń
  4. Dorzucę tylko tyle, na marginesie: lubię ten moment, kiedy rzeczy przestają się domagać sensu, a zaczynają po prostu być. Bez planu, fanfar i obietnicy, że 'od teraz'. Jest w tym jakaś ulga, że nie trzeba niczego domykać ani otwierać na siłę. Że porządek bywa chwilowy, relacje wracają bocznymi drzwiami, muzyka zmienia trasę, a śmiech pojawia się tam, gdzie się go nie projektowało. Bez wielkich postanowień. Z lekkim 'zobaczymy'. No to niech się nam. xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! I jeszcze jak to wszystko płynie, opływa nas swoim byciem nie powodując zawirowań i obijania o skały. takie bez planu i fanfar, które tak się po prostu zdarzają, są najlepsze. Później można się pozachwycać.

      Usuń
  5. "Przystojny po mojemu", piękne 😃
    Post średniej długości, a mimo to znalazłam w nim kopę podobieństw - planowanie jest do bani, listy TOP (wszelkiej maści) z wiekiem zaczynają nudzić, zaćma na oczach jakaś nie pozwalająca zauważać wielu fajnych gości, którzy kręcili się dookoła 😁 I też dwa egzemplarze, które po latach dokonały emocjonalnego "coming outu", bo oni chcieli, ale się bajali 🫣 Ale tu mam dylemat - czy to ja taka chłodem wiejąca, czy też oni tchórze?
    No i ta baba na selfikach... Płacą jej za psucie ludziom fotek, czy jak, bo u mnie wyskakuje notorycznie 😉
    I przede wszystkim, chociaż na końcu komentarza, najlepszego na ten co już jest, żeby bez szwanku przetrwać do następnego 🙂🥂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kiedy już termin do spożycia mija, w sensie cała świetlistość i gracja, to wtedy się odważają. Mam takich kilku. I najchętniej to skopałabym tyłki. No i ja nie byłam chłodem wiejąca, raczej taka kumpela dla wszystkich, zabawa to ja, spontan to ja, dużo śmiechu to ja, zero kalkulacji to ja, wszędzie mnie pełno było, wodzirej i prowodyrka. I dlatego nie rozumiem. Ja nie umiałam w związki, nie zakochiwałam się na pstryk, ale lubiłam towarzystwo, szum, hałas i głupie pomysły. Mając też tą smutną, ciemną stronę, odpowiedzialną, opiekuńczą i martwiącą się o siostrę i dom. Tej drugiej nikt nie widział, nikt o nią nie pytał. Więc mi wychodzi z rachunku, że tchórze.
      Ta baba to jakaś nie wiem, ludziom psuje wizerunek, ale ją przepędzę.
      No i Tobie najlepszego. Zdrowia i dobra w tym roku, żeby móc go pożegnać i powitać kolejny :*

      Usuń

Jeśli zechcesz podzielić się swoim zdaniem - będę wdzięczna. Nie obrażaj nikogo, a Ciebie również nikt nie obrazi.