piątek, 13 lutego 2026

[535]. Post o niczym.

Miejmy to za sobą. 
Zjadłam jednego pączka. Przyznaję się bez bicia. I to był pączek za karę. Nie był dobry. Smakował jak wczorajszy.
Było, minęło.
Teraz piątek 13-go. Ja tam lubię, więc mi nie robi.
A w sobotę walentynki.
Kumulacja.
Najbardziej rajcuje mnie piątek 13-go. Najciekawszy dzień. Reszta może nie istnieć.

Wracając do rosołku i choróbska. Młody jakoś ciągnie. Kichanie ustało, bo jakżeby inaczej, po alerteku. Ale chodzi i marudzi, czyli mimo wszystko przeziębiony. A chłop przeziębiony to wiadomka. Jechać z nim na zakupy to skaranie boskie. Ze stresu zapomniałam octu. 
(No bo na co komu lista zakupów? O to zawsze się żremy w sklepie. Mam ochotę wtedy wziąć coś ciężkiego i zaprowadzić porządek w hierarchii. Swoją drogą, niech ktoś mi wytłumaczy, czemu dziecko tak marudzi. A apropos zakupów, list i ja tylko po dwie rzeczy. Ostatnio weszłam do lidla. Oczywiście tylko po bagietki i tylko po masło. Zanim doszłam do końca alejki miałam już na rękach stos rzeczy, w ręce woreczki z warzywami i pieczywem. Jak zawsze. U mnie to norma. Koszyki są dla słabych. No i idę dumna, prawie nie widzę drogi. I dwóch Anglików na mnie patrzy i się śmieją ze mnie. I jeden z nich: co, weszłaś po jedną rzecz. Nie śmiałam zaprzeczyć. Powiedziałam, że ja tak zawsze.) 
Któren używam do prania, żeby pozbyć się futra. Na razie lepszego sposobu nie znalazłam, ale ostateczny ruch to będzie zakup suszarki kondensacyjnej. Z tego co wiem działa cuda, a ja lubię czarne ciuchy. Rolki wypróbowałam już chyba wszystkie i pozostanie mi kupić taśmę klejącą szeroką. Rzutem na taśmę odkłaczałam tak fotel.
Ale wracając do rzeczy.
Żeby było weselej, wczoraj mnie nawiedziło takie niewiadomoco. Łeb bolał, kręciło się w nim. Niedobrze mi było. Jakoś tak słabo się czułam. Przeziębieniowo. Nawet ciut grypowo. Ale poszłam spać i mi przeszło.
Znaczy ciągle czuję się niewyraźnie, teraz po tym pączku doszła zgaga, więc oby do jutra.
A jeśli chodzi o rosołek.
Poprzedni post pisałam z myślą, że się poskarżę. Ale wyszło jak wyszło.
To poskarżę się teraz.
Otóż. Lubię warzywka z rosołku. Znaczy ogólnie lubię takie z zupy. A najbardziej lubię pietruszkę. Korzeń. Uwielbiam jej smak. Dlatego jak pietrucha ląduje w garze, to część kroję normalnie, zależnie od fantazji, w plasterki, półplasterki, albo kostkę. A pozostałą część to tylko w długie kawałki. Jestem taka sprytna, bo rozróżniam wtedy ją od selera. Ha. No i idę ja sobie nalać rosołku, z myślą, że wyłowię te długie kawałki, bo było ich jakieś 12, albo i więcej, radosna cała, ślinka leci, a tam...
Marne DWA SŁUPKI. Rozczarowanie straszne. Jeszcze się z Młodym nie rozprawiłam, bo nie ma to za bardzo sensu. On zwyczajnie nie będzie wiedział o co mi chodzi. 
To był taki post o niczym. 


25 komentarzy:

  1. Posty "o niczym" z reguły są bardzo ważne...
    A gotowanie rosołu urasta często do spraw fundamentalnych...
    Wszystkiego dobrego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki wyrzut myśli i opis codzienności. Chociaż codzienność łatwo opisać się nie daje. Szczególnie jak wymyślę sobie coś fajnego, a potem w sekundę zapominam. A co do rosołu, to ja się nie bawię w długie godziny gotowania, bo nie widzę sensu. Mój rosół musi też być średnio tłusty. Najważniejsze są przyprawy. I pietruszka z marchewką. Najlepszego :)

      Usuń
  2. Warzywa z zupy? Jeść?! A kysz! Przecież to jest niejadalne, no chyba że ktoś z nich robi sałatkę jarzynową, to i owszem. 😉😄 No ale mnie ogólnie nie po drodze z zupami, jadam wybiórczo kiedy jestem u rodziców. Jeśli gotuję w domu to raczej z myślą o zmiksowanej wersji.
    Koszyk w Lidlu? No to jest jakiś fenomen, przyznaję, przecież w innych sklepach jest to normalne, że biorę wózek czy koszyk właśnie, a w Lidlu jakiejś zaćmy dostaję, albo w łapskach, albo jakieś pudełko zapełniam 😄 No ale też umówmy się, kto się przyznaje do zakupów w Lidlu czy Aldim, tam przecież wszyscy wpadają TYLKO po 1-2 rzeczy 🫣 NIKT tam zakupów nie robi, ale wszyscy świetnie znają asortyment, ceny i wertują gazetki 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się przyznaję. I wręcz lubię Lidla. Aldi nie bardzo, zbyt duży syf. Duży koszyk biorę jak mam tę osławioną listę, której i tak nie sprawdzam. A noszenie w rękach to zawsze i wszędzie, w każdym sklepie. Warzywka z zupy nie nadają się na sałatkę!!!! A kysz!

      Usuń
    2. Też lubię Lidla i żałuję, że nie mam w sąsiedztwie, w przeciwieństwie do Asdy za winklem. A ta zrobiła się fatalna odkąd przeszła w ręce Hindusów, zdaje się. Lidl ma świetne pieczywo i owoce, a awokado large jest faktycznie large 😄
      Nie, no na sałatkę gotuję warzywa specjalnie i osobno, ale czasem robię taką "bida sałatkę", bo akurat warzywa z zupy mam i dają radę. Ale to jest sałatka dla mnie, gościom na stół bym nie postawiła 😄

      Usuń
    3. Uff. Już myślałam. Ja do Asdy mam za daleko. No chyba że jestem w B&Q, to wstępuję. A Lidla mam pod ręką. Drugim ulubionym jest Morrisons. :)

      Usuń
    4. Z tym Lidlem to był sarkazm, nikt nie chodzi - wszyscy znają 😄 Np. moja sąsiadka, tylko sklepy typu Waitrose czy M&S, a w kuble z recyclingiem co drugie opakowanie z L. 🤪
      W Morrisonie nie pamiętam kiedy byłam ostatnio, bo w pip daleko. U mnie jeszcze Sainsburys spełnia oczekiwania jakościowo-cenowe 😄

      Usuń
    5. O tak, Sainsburys też. haha. I lubię Home Bargains, bo mają oshee za grosze. Kupuję hurtem, bo tylko to mnie nawadnia w aucie :)

      Usuń
    6. U mnie nie ma HB, był za to B&M, to chyba ta sama kategoria, ale zamknęli w ub.r. akurat ten co był niedaleko mnie. Ale ponoć w to miejsce ma wskoczyć Lidl albo Aldi pod koniec tego roku, wiec też nienajgorzej 😄

      Usuń
    7. B&M nie lubię. HB tak. Ale i tak najwięcej zakupów robię na amazonie :D

      Usuń
  3. U nas też warzywa znikają szybciej niż zdjążę się przyłączyć, dla odmiany lubię seler, ale coś mi właśnnie przyszło do głowy ze seler i pietruszkę będę kroiła tak samo :P Walentykitynki :P Ta kumulacja trwa rany!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kumulacja trwa, ale wystarczy się nie przejmować. :)

      Usuń
    2. Nie, no relaks, bujam nóżką :P

      Usuń
  4. Nie dziw się, że dziecko marudzi w sklepie. Przecież to FACET!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No toć ja się nie dziwię, ale ostatnio to ja marudziłam, a on mnie ganiał na zakupy.

      Usuń
    2. Ja nie lubię zakupów. Szczególnie ciuchowych. Więc i moje dzieci dziwne :D

      Usuń
    3. O, ja ciuchowych bardzo nie!

      Usuń
  5. Twój post i mam wrażenie, że siedzę obok Ciebie przy tym rosole 😄. Ten cały chaos zakupowy, dziecko marudzące, pączek “za karę” i pietruszka wyłowiona z zupy – czysta codzienność, ale opisana w taki sposób, że aż się uśmiechałam. Totalnie rozumiem, co masz na myśli z tymi koszykami – ja też zawsze wychodzę z Lidla z pełnymi rękami i pytam sama siebie, jak to możliwe, że miałam tylko masło i bagietkę 😅.

    A co do pietruszki – dramat, gdy planujesz ucztę na warzywkach, a los rzuca Ci tylko dwa słupki… znam to uczucie 😭. Najważniejsze, że humor Ci dopisuje mimo wszystkiego, i że rosołek chociaż trochę Cię pocieszył. I spokojnej soboty z walentynkowymi drobnostkami, niech choć dzień trochę odsapnie od codziennego marudzenia i zakupowego szaleństwa 💛

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @AndrzejWłodarczyk - Andrzeju, czy dzisiejszy komentarz pisała za Ciebie żona czy może coś się nagle zmieniło i zacząłeś (zaczęłaś???) pisać o sobie w rodzaju żeńskim? 🤔
      Pytam, bo nie wiem... 🤷‍♀️

      Usuń
    2. Humor mi dopisuje, bo to generowany komentarz przez AI i widać, że Andrzej nawet nie czyta, co sztuczna inteligencja, która jak widać jest kobietą, wypisuje. Miłej niedzieli

      Usuń
    3. @Margarithes - Zauważyłam to już dawno, od pierwszego komentarza, który zamieścił/-ła gdzieś na jakimś blogu, tylko do tej pory przynajmniej jednej płci się trzymał/-ła. Dzisiaj ewidentnie coś poszło nie tak 😉😄😄

      Usuń
    4. Czyli nie tylko ja myślałam, że to AI. Dzisiaj mam już pewność. No i sztuczność tych komentarzy wybija na pierwszy plan.

      Usuń
    5. @Natt, ja jestem średnio kumata w technologie itp. 😉 I czasami są jakieś porady w necie "jak rozpoznać AI" itp., zapewne przydatne, ale w tym przypadku nawet totalny laik jak ja zauważy jak bardzo sztuczne są te odpowiedzi 🤦‍♀️ No kto normalny pisze komentarz trzy razy dłuższy niż sam post, a do tego rozwala tekst na czynniki pierwsze i prawie cytuje każdy akapit zanim go skomentuje? Życia by brakło, a ten jak może zauważyłaś, komentarze wali metrowe u wielu osób u których też komentujesz 😄😄

      Usuń
    6. Tak, zauważyłam. I moje lenistwo mówi: że też jemu się chce. Wchodzić, kopiować, wrzucać do czataGPT, kopiować, wklejać. Już by mnie znudziło przy kopiować. No i jeszcze czemu ma to służyć. Bo odbieram to jako zupełnie bezsensowne działanie.

      Usuń

Jeśli zechcesz podzielić się swoim zdaniem - będę wdzięczna. Nie obrażaj nikogo, a Ciebie również nikt nie obrazi.