niedziela, 18 stycznia 2026

[530]. Raport tygodniowy.

13.01
Nie mogę uwierzyć. Dzisiaj rano Młody zarządził: jedziemy do IKEA. Powiem tylko, że zaskoczyło mnie to ogromnie, bo on ma z zakupami jak ja. Najlepiej nie. Ale do IKEA to ja lubię. Pochodzić, popatrzeć, podotykać, kupić po raz 10 tego samego kwiatka, bo poprzednie odmówiły współpracy. Młody z bluszczu (który też kilka razy nabywaliśmy) zrezygnował z hukiem. I zażyczył sobie kaktusa. No i ma i rośnie mu. Nie wiem kiedy podlewany, ale obstawiam, że w sierpniu ostatni raz. To jest roślina, co survival uprawia. Spada z parapetu, gubi doniczunię i znów reanimacja. I kurde rośnie.
A ja, która mam "rękę do kwiatów" chyba już nie mam. Fiołki uschłam. Znaczy jeszcze spróbuję je uratować, ale marne szanse. A ten wiecheć, co go kupiłam znów ma za zadanie przeżyć. Tylko tyle i aż tyle. 
No więc podróż. W trakcie jazdy rozmowy na temat ekonomii, działania dużych firm, systemu i plany na zaś.
W sklepie zwiedzanko, rezygnacja ze stacjonarnych klopsików, zakup kilku rzeczy, obraza na to, że nie mają odpowiedniej wielkości poduszki (Młody). Kupiliśmy pościel, Młody sobie wybrał. I teraz słucham jaka ona jest cudowna, jak się dobrze w niej śpi. No bo 100% bawełna. Potem rajd po sklepach i szukanie podłebnika. Obraza w innym sklepie, że 110 funtów za podunię i znów narzekanie (Młody) na to, że nie ma już prawie sklepów branżowych, które zajmują się określonym rodzajem towarów i że wielkopowierzchniowe markety rozwalają wszystko.
Słuchaniem tego marudzenia się aż zmęczyłam. Wróciliśmy, zrobiłam klopsiki (mrożone z IKEA) z sosem i borówką (też z IKEA). I minął dzień. 

15.01
Mechanik. Ogólnie przeglądzik, wymiana olejów, w skrzyni biegów i silnikowego. I zamówienie pompki do spryskiwacza. 
No i dostałam zjebkę. Za C4. Bo ma jakiś silnik chujowy. I pojechał mi po ambicji i honorze, że Młody to niewiele o życiu, znaczy samochodach wie, ale ja to powinnam już wiedzieć, że najpierw pytać. I tak o. Przyjęłam na klatę.
Młody zrobił hamburgery. Powiem Wam, że nie dość, że dostałam jedzenie pod nos, to jeszcze tak pyszne, że aż. 

16.01
Mechanik. Wymiana pompki. Umówienie na wyważenie kół i zbieżność.
No i tu zaczyna się polka hopka. 
Minutę po wyjechaniu z warsztatu zapaliła się kontrolka: check engine.
Ja p!^(%^&@(&^&$(&~&(^(^#@^#&##&&#
Telefon, Wracamy.
No i oczywiście ironii końca nie było. A nie mówiłem, co drugie zdanie.
Ale okazało się, że cewka. Naprawione. Ja dostałam klasycznej głupawki, Młody widać było, że zmartwiony i że włączył mu się tryb ja pierdole. Ale nic to, wróciliśmy. Jest ok. I w końcu mogę sobie szybę wycierać.

Z tego wszystkiego obiadu nie było.

Dzisiaj (a raczej wczoraj).
Dzień lenistwa. Zrobiłam pranie, żeby nie było, że już nic kompletnie nie robię. 
Młody zrobił tortille z kurczakiem. 
Przepyszna.
Ale mam radochę jak on odkrywa, że różne kuchenne działania są proste i nie wymagają nie wiadomo czego.
Z tego zadowolenia upiekłam murzynka, jak z PRL-u. Jak byłam dzieciakiem, mama kazała mi zawsze mieszać cukier, mleko, kakao i margarynę w garze, czego nie znosiłam. Ale za to pamiętałam do dzisiaj co potrzebne do przepisu. Teraz sobie tylko sprawdziłam proporcje. Posypałam wiórkami. Tak mi się chciało słodkiego :D

Takie to nudne życie.





19 komentarzy:

  1. Nudne życie najciekawsze pod słońcem.
    Klopsiki w Ikea must have, potem kawa i cynamonki!
    W kuchni tylko szybko i prosto, w restauracji niekoniecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Kanelbullary robię czasem, ale tym razem murzynek.

      Usuń
    2. Mam przepis od mamy, zawsze wychodzi!

      Usuń
    3. Mamine najlepsze, bo sprawdzone :) Ja żałuję, że niektórych nie spisałam.

      Usuń
  2. Gdzie tam nuda? Ciągle coś się dzieje. I tak powinno być.
    A na słodkie to i ja mam coraz częściej ochotę. Więc piekę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja ostatnio jakoś. Pamiętam czasy, kiedy co niedzielę jakieś ciasto wjeżdżało. Teraz mi się zachciewa i piekę :) Nuda taka codziennościowa. Lubię taką.

      Usuń
  3. nigdy nie jadłam klopsików w ikea...ale
    uwielbiam sklep i czekam na autostradę, że w godzinkę będę w gdańskiej, to sobie odbije wszystkie stracone lata ;-)
    No dzieje się. ja nie znoszę gdy dwie sprawy się dzieją, bo rozwala mi to życie, gdy ja sie psuje i gdy auto siępsuje. a Młody fajny jest ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jadłam. I w Szwecji jadłam nie w IKEA. Uwielbiam. I hot dogi ikeowskie też. Też nie lubię jak się psuje. Obojętnie co. A Młody to jest jakiś ewenement. Ja nie wiem jak to się udało, ale się udało. Tylko maruda i malkontent czasami.

      Usuń
  4. Dzisiaj z rozkoszą się nudzę (no, nie do końca to). Wczoraj wróciłam od mamy do domu (na tydzień, a potem kołomyja od początku) i z dziką rozkoszą się wyspałam. A teraz się opierdzielam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trzymaj! Mamie niezmiennie wytrwałości, poprawy i zdrowia. Tobie siły i spokoju. Odpoczywaj.

      Usuń
  5. pokazujesz te drobne momenty z Młodym – kaktus, pościel, tortille – bo właśnie z takich rzeczy składa się życie i widać w nich relacje, które są ważniejsze niż sam „plan dnia”. I ta ironia w opisie problemów z autem – klasyczne „check engine” – dobrze oddaje, że czasem trzeba przyjąć chaos na klatę i iść dalej. To, że potrafisz w tym wszystkim znaleźć też drobne przyjemności, jak murzynek z dzieciństwa, sprawia, że tekst nie jest tylko relacją faktów, ale takim ciepłym, codziennym zapisem życia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie robiłam murzynka, ale może czas to zmienić :P Dobrze, że Twoja cytryna doszła do siebie, tam nie słuchaj chłopów mechaników, oni zawsze widzą, co wiedzą. Wielbię poduszki wełniane, kupuję lokalnie, lubię pod głową właśnie taką miekkość. I wiesz co? To wcale nie jest nudne życie. To jest życie w skali mikro. Bardzo ludzkie. Bardzo moje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Murzynek już zniknął cały. Polecam, bo proste fajne ciasto. I szczerze to wolę je od brownie - kontrolowanego zakalca :D Co do mechaników, to jasne. Każdy ma ulubione auta i takie rekomenduje. Uodporniłam się. A co do poduszek, to ja zawsze spałam wysoko, dwie poduszki, albo zestaw z jaśkiem. Od pół roku mam poduszkę z pianki, wyprofilowaną i prawie płaską, jak na moje standardy i jestem zachwycona. Ale co do wełnianych rzeczy to byłam zachwycona kołdrą, bo zimą grzała akurat tak jak trzeba, a latem, o dziwo chłodziła. A życie, jak to życie. Kręci się :)

      Usuń
    2. Spłam na piankowej, ale ja lubię zmiany, więc teraz jest wełniana :P kołdrę wełnianą też lubię. Fajnie jak się kręci :)

      Usuń
  7. U mnie w domu do wypieków służy Tata 😄😄 Murzynka też uwielbiam, chociaż dawno nie jadłam. U nas zawsze był z polewą czekoladową (czyt. kakao na margarynie 😂), ale taką gęstą i grubowarstwową. Potem jakoś się lekko przejadł, wpadły serniki pieczone i gotowane, ciasta cytrynowe, a teraz najczęściej Tata robi keksy. Kiedy jestem w domu obowiązkowo conajmniej 2-3 foremki, które zabieram ze sobą.
    Mam gdzieś przepis na murzynka, przypomniałaś mi tym wpisem, chyba sobie ukręcę w weekend 😃😋

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaaak! z polewą. Gęstą. uwielbiam. Lubię ciasta, najmniej biszkoptowe. O, ale keksik to sobie zrobię :)

      Usuń
    2. Ja lubię ciasta biszkoptowe, np. w tortach, ale muszą być dobrze nasączone. W mojej kategorii ciast niejadalnych na miejscu pierwszym zawsze był i chyba będzie tort w stylu angielskim - suchy niczym styropian, przekładany i obłożony czymś co wygląda jak plastik, a smakuje jak mydło 😄
      Keksik tak, super sprawa, szczególnie w dużą ilością bakalii 😋

      Usuń
    3. Ogólnie nie lubię biszkoptów, tortów i lekkich ciast. Angielskie mam wrażenie, że są dopasowane do zasady: co nie smakuje to dowygląda ;) Masa cukrowa jest be. Nie lubię też klasycznych kremów maślanych.
      Taaaaaak duuuużo orzeszków, rodzynek, skórki pomarańczowej. Mniaaaaaam.

      Usuń

Jeśli zechcesz podzielić się swoim zdaniem - będę wdzięczna. Nie obrażaj nikogo, a Ciebie również nikt nie obrazi.